7 rzeczy, które zaskakują na Malcie

Minęły już dwa miesiące, odkąd przybyłem na Maltę. W ciągu tych ośmiu tygodni czuję, że jeszcze nie zacząłem poznawać Maltańczyków, że tyle jest wciąż do odkrycia! Dziś zapraszam Was na tekst o ciekawych, dziwnych i niezwykłych zwyczajach i zachowaniach, które zaskakują turystów na Malcie.

1.  Koty na Malcie

Koty na Malcie zasługując na osobne miejsce na liście rzeczy, które mogą zaskoczyć turystów. Są dosłownie wszędzie (tak koty, jak i turyści, ale teraz akurat chodzi mi o koty!), kilka z nich wałęsa się nawet po naszym kampusie uniwersyteckim. Żyją jak pączki w maśle, dokarmiane i głaskane gdy tylko tego zapragną. Jeszcze więcej można ich spotkać w portach, gdzie żywią się upolowanymi myszami oraz szczurami, a także rzucanymi przez rybaków małymi rybkami.

Wydaje mi się, że ostatni raz tyle kotów widziałem w Czarnogórskim Kotorze. Oba miejsca zdają się być do siebie podobne w tym jednym aspekcie: szacunku, jakim mieszkańcy zdają się darzyć swoje koty.

2. Kościelne dzwony

Gdzieś wyczytałem, że na Malcie jest ponad 500 360 kościołów. A mówimy tu przecież o wyspie, której całkowita powierzchnia wynosi zaledwie 316 km kwadratowych! Gdy ostatnim razem wybrałem się zwiedzić okolice mojego mieszkania, w ciągu dwudziestominutowego spaceru odnalazłem aż cztery (!) kościoły.

Miłośnicy architektury sakralnej bez wątpienia znajdą tu wiele ciekawych miejsc. Jestem niestety zupełnym laikiem w tej materii, więc dla mnie duża część z nich wygląda na zbudowaną w oparciu o ten sam schemat konstrukcyjny z dwiema dużymi dzwonnicami przy wejściu, ale nawet ja po wejściu do środka potrafię dostrzec pewne różnice. Niektóre są bogato zdobione, inne raczej minimalistycznie. Niektóre służyły jako miejsce pochówku zmarłych, wobec czego w podłogę wmurowane są przepięknie zdobione kamienie nagrobne. W innych z kolei znajdziecie zapierające dech w piersiach malowidła i freski, rzeźby i figury świętych, przepiękne organy kościelne lub niezwykłe, wiekowe ołtarze.

Nie o liczbę kościołów tu jednak chodzi, a o kościelne dzwony. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego kościelne dzwony mogą stanowić zaskoczenie dla turystów odwiedzających Maltę, śpieszę z wyjaśnieniem: dzwony biją tutaj w najmniej oczekiwanych porach. Bo i ciężko wyobrazić sobie, że mogłyby wzywać wiernych na mszę o 1:37 w nocy, prawda? 🙂

A żeby tylko biły, a niech tam. Ale niektóre z nich wygrywają nawet melodie! Przez pierwszy miesiąc zupełnie nie mogłem się przyzwyczaić do tego, że nasz kościół parafialny w Msidzie słychać nawet wtedy, gdy idę spać. Albo że dociera do mnie wygrywana przez kościelne dzwony melodia, gdy akurat przygotowuję obiad.

Jeszcze jedna ciekawostka związana z dzwonami kościelnymi: profesja dzwonnika wciąż jest na Malcie żywa, o czym możecie poczytać na przykład tutaj.

3. Maltańskie podejście do pracy

Po spędzeniu na Malcie ponad miesiąca mogę powiedzieć jedno: coraz częściej dostrzegam różnice w maltańskim i polskim podejściu do obowiązków służbowych. Mam wrażenie, że Maltańczycy dość luźno podchodzą do pracy i robią tylko tyle, ile jest niezbędnie konieczne. Świetnie widać to na przykładzie kierowców komunikacji publicznej lub na budowlach, o czym możecie się przekonać poniżej:

file
Źródło: Malta Independent

Praca ma więc być wykonana i tyle, ale nie stanowi ona głównej wartości w życiu. Maltańczycy zdają się bardzo swobodnie podchodzić do swoich obowiązków, ale też nie mogę powiedzieć, by je ignorowali. Nie opisują jednak siebie przez pryzmat tego, co robią zawodowo.

Jeszcze jedna ciekawa obserwacja: bardzo często sklepy otwarte są jedynie w godzinach porannych i mocno popołudniowych, na przykład od 8 do 12:30 i po 15:30. I dzieje się tak nie tylko w sezonie letnim, ale również w zimowym. To samo tyczy się urzędów. Chcesz wyrobić sobie dokumenty albo załatwić coś w urzędzie? Zarezerwuj sobie odpowiednią ilość czasu.

Pisząc o Maltańskim podejściem do obowiązków służbowych, chciałbym jeszcze zaznaczyć jedno: nie miałem jeszcze okazji sprawdzić, jak to wygląda w korporacjach. Wydaje mi się co prawda, że szczególnie w większych, międzynarodowych przedsiębiorstwach standard pracy nie różni się mocno od tego, co znamy z Polski, ale nie przekonałem się o tym empirycznie.

4. Bezpańskie butelki wody

A to akurat bardzo interesująca sprawa. Spacerując po mieście nie raz wpadły mi w oko plastikowe butelki wody wystawione przed bramy i ściany maltańskich domów. I długo nie mogłem domyślić się, o co może w tym wszystkim chodzić – prezent dla spragnionych turystów? Śmieci? Woda dla zwierząt (ale  szczelnie zakręcona..?). Rozwiązanie okazuje się dużo ciekawsze.

Woda w plastikowych butelkach ma odbijać promienie słoneczne, a te z kolei mają za zadanie płoszyć dzikie koty i zniechęcać je sikania w bramach domów. Nie wiem, na ile skuteczny jest to sposób na odpędzanie niechcianego moczu (swoją drogą, czy mocz może być chciany..? 🙂 ), ale widok tak bezpańsko wystawionych butelek wody jest co najmniej niecodzienny.

5. Śmieci

Oj, to jest ogromny problem na Malcie. I to nawet nie jest kwestia tego, że Maltańczycy niechętnie korzystają z kontenerów na śmieci – pewnie chętnie by ich używano, gdyby było gdzie je ustawić na ulicach. Tymczasem jednak są one zbyt wąskie i kręte, by znalazło się jeszcze miejsce na kontenery.

Zamiast tego Maltańczycy pozostawiają worki ze śmieciami na chodnikach przed bramami domów, skąd rano zabierane są przez objeżdżające miasto śmieciarki. Nie wiem, może i jest to efektywne rozwiązanie, ale bez wątpienia niezbyt efektowne – po całym dniu leżenia na słońcu śmieci zaczynają najzwyczajniej na świecie śmierdzieć.

Co więcej, wystawione na chodnikach, których na Malcie i tak jest rozpaczliwie mało, blokują przejście pieszych, zabierając nieco uroku z wieczornych spacerów po mieście. W niektórych miejscach albo czeka Cię slalom między workami śmieci, albo zmuszony jesteś iść ulicą.

AKTUALIZACJA

Kilka tygodni po publikacji powyższego tekstu przyszły mi do głowy jeszcze dwie kolejne rzeczy, które wydają mi się być charakterystyczne dla Malty 🙂

6. Brak bezdomnych i żebraków

Przez cały okres swojego Erasmusa widziałem tylko jednego faceta, którego mógłbym – ewentualnie – wziąć za bezdomnego. Najczęściej widziałem go w autobusach jadących z lotniska w stronę Valletty. Ale z tym jednym wyjątkiem możecie mi wierzyć, że na Malcie nie spotkacie się z osobami żebrzącymi pod kościołami czy zaczepiających Was na ulicy.

Z drugiej strony jednak, znalazłem artykuł, zgodnie z którym bezdomność to najlepiej skrywany sekret na Malcie, często ukrywany pod zasłoną silnych relacji rodzinnych i spójności społecznej Maltańczyków.

7. Horror komunikacji miejskiej.. 😉

A to z kolei smaczek, z którym spotkacie się wtedy, gdy na Malcie planujecie zostać nieco dłużej niż tydzień w ramach wakacyjnego wypoczynku. Bo o ile w momencie, gdy nigdzie Wam się nie spieszy i możecie chwilę poczekać na następny autobus często można nie zauważyć tego, z jakimi problemami radzi sobie komunikacja miejska na Malcie, to w trakcie dłuższych pobytów na wyspie jest to świetnie widoczne.

https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FPisaneWiatrem%2Fposts%2F1400483829975488&width=500

 

Powyższa lista nie wyczerpuje zapewne wszystkich rzeczy, które potrafią zaskoczyć turystów przylatujących na tę małą, śródziemnomorską wyspę. W kolejnych postach postaram się przedstawić kolejne wrażenia z życia i studiowania na Malcie, ale zastanawiam się, jakie nasze polskie tradycje i dziwactwa potrafiłyby zaskoczyć niejednego Maltańczyka, gdyby przypadkiem zabłądził w Polsce..?

Bez wątpienia Maltę warto jednak odwiedzić, poznać i doświadczyć na własnej skórze.

4 thoughts on “7 rzeczy, które zaskakują na Malcie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *