Plusy i minusy życia w Krakowie (I)

 

Pomysł na ten post nosiłem ze sobą już od wielu miesięcy, jednak dopiero na oddalonej o prawie cztery tysiące kilometrów Grenlandii w jeden z wolniejszych i spokojniejszych poranków znalazłem czas i natchnienie do tego, by ubrać swoje uczucia w słowa.

Teraz już wiem, że gdybym nie przeprowadził się do Krakowa, nie poznałbym wielu wartościowych osób, nie rozpocząłbym studiów związanych z turystyką, nie pracowałbym w hostelu i – przede wszystkim – nie wylądowałbym w trakcie wakacji na Grenlandii. Nie zdecydowałbym się też zapewne na kolejny wyjazd w ramach Programu Erasmus, a w konsekwencji – nie spędziłbym sześciu miesięcy na Malcie.

Oczywiście przeprowadzka do Krakowa obciążona była znacznymi kosztami – w dużej mierze osobistymi, a dopiero w drugiej kolejności finansowymi. Z jednej strony wyprowadzając się z Łodzi osłabił się mój kontakt ze znajomymi i przyjaciółmi, których tam poznałem. Z drugiej strony pomimo tego, że spotkania rodzinne zostały mocno ograniczone, to staram się nadrabiać ich maksymalnym wykorzystaniem i rozmowami telefonicznymi.

Po prawie roku mieszkania mam już sporą listę plusów i minusów życia w Krakowie. Zacznijmy od zalet królewskiego miasta!

 

Plusy 

 

  1. Widok na Wawel z Mostu Grunwaldzkiego

Panorama Wzgórza Wawelskiego z perspektywy Mostu Grunwaldzkiego i Centrum Kongresowego to jeden z moich ulubionych widoków w Krakowie. Wolno płynąca Wisła, która ma jeszcze przed sobą setki kilometrów, zanim znajdzie swoje ujście w Morzu Bałtyckim; solidne i wysokie mury na tle błękitnego nieba; małe stragany z pamiątkami dla turystów i rzeźba ziejącego ogniem Smoka Wawelskiego – wszystko to staje mi przed oczami za każdym razem, gdy myślę o Zamku Królewskim.

  1. Skąpany w przedpołudniowym słońcu Stary Rynek w Krakowie

Widok Sukiennic i Starego Rynku to nie tylko jedno z moich pierwszych wspomnień związanych z Krakowem, ale również jeden z najważniejszych skojarzeń przypisanych w mojej pamięci do tego miasta. W letnie popołudnia lubię wysiąść przy Wawelu i przejść się Grodzką w stronę Rynku, stopniowo mieszając się z tłumem turystów i różnej maści nawoływaczy. Mając Zamek Królewski za plecami i gwarny Rynek przed sobą czuję trudny do wyjaśnienia przypływ sił i energii, dając się porwać emocjom i ekscytacji otaczających mnie turystów.

  1. Hejnał z Wieży Mariackiej

Jeśli tylko jestem w pobliżu centrum w południe, staram się znaleźć jak najbliżej Rynku, by usłyszeć hejnał z Wieży Mariackiej. Ta prosta melodia ma wielką wartość, stanowi dla mnie swoisty most między pokoleniami, między tym co było, co jest i co będzie. Świadczy o naszej historii i wydarzeniach, które chcemy przekazać dalej. Uwielbiam obserwować, jak życie na Rynku zamiera – te kilka minut dziennie, w której wszyscy jednoczymy się w niemym zachwycie i poczuciu dumy z tego, że jesteśmy Polakami.

  1. Tłumy turystów na Floriańskiej

Lubię czasem zgubić się w tłumie. Wielu Krakowian narzeka na to, że przejście Floriańską bez przepychania się łokciami w szczycie sezonu jest niemożliwe, tymczasem dla mnie turyści stanowią barwną mieszankę języka, kultur i obyczajów – a wszystko to dostępne od ręki na głównej ulicy Krakowa. Jej multikulturowość i niecodzienność, wypełniona rwetesem, hałasem, kolorami i zapachami przyciąga mnie jak magnes.

  1. Wisła, Bagry i Zakrzówek

Wychowując się w małym miasteczku, którego centrum stanowi ogromny zalew, ciężko było mi się dostosować do życia w Łodzi, w której rzek i zbiorników wodnych jest jak na lekarstwo. Pewnie dlatego też tak dobrze mi się mieszka w Krakowie, która wody ma pod dostatkiem. Widok statków, barek i kajaków płynących po Wiśle jest czymś, na co nieodmiennie zwracam uwagę mijając Wzgórze Wawelskie. Dodatkową atrakcję stanowi Zakrzówek ze swoimi klifami i czystą, przejrzystą wodą, a zalew Bagry umożliwia wytchnienie w duszne, gorące dni dla setek Krakowian.

  1. Bliskość gór i lasów

Moje rodzinne miasto, chociaż otoczone lasami, to niestety w przeważającej części jest płaskie jak deska do krojenia chleba. Góry natomiast kojarzą mi się z przygodą, wysiłkiem i satysfakcją płynącą ze zdobywania kolejnych szczytów, dlatego też dla miłośników wycieczek górskich Kraków stanowi idealną bazę wypadową w Tatry. Wciąż napominam się, że powinienem częściej i mocniej z tego korzystać.

Pocieszam się jednak, że pracując na Grenlandii w sąsiedztwie 300-500 metrowych ostrych i kamienistych szczytów wyrabiałem sobie lepszą kondycję do kolejnych wypraw.

  1. Piękno różnorodnych stylów architektonicznych

Nie jestem zagorzałym fanem architektury ani koneserem sztuki, jednak ważne jest dla mnie to, by mieszkać w mieście, które jest najzwyczajniej w świecie ładne. Które potrafi zachwycić swoją różnorodnością oraz nasycić oczy barwami i kształtami. A taki właśnie jest w moim przekonaniu Kraków.

Swoją drogą warto nadmienić, że pod tym względem Łódź też wypada świetnie, a zainteresowanych odsyłam do programu Mia100 kamienic.

  1. Oferta kulturalna

Mieszkając w Krakowie i będąc członkiem kilku grup na Facebooku nie sposób nie dostrzec tego, jak wielka jest oferta wydarzeń kulturalnych w mieście. Tu wystawa prac Beksińskiego, tam koncert muzyki żydowskiej, a tutaj z kolei cykl filmów irańskich w kinie. Wiele z tych wydarzeń jest bezpłatnych, na niektóre zaś bilety rozchodzą się już w kilka minut po otwarciu kas. Nie raz zdarzyło mi się być zmuszonym do wybierania pomiędzy kilkoma równie interesującymi wydarzeniami, które miały miejsce w tym samym czasie!

 

Mieszkanie w Krakowie ma wiele, wiele zalet. Zapewne kilka z nich uznałem za oczywiste (np. zniżka studencka na MPK bez względu na wiek!) lub pominąłem, ale jest też kilka rzeczy, które mnie w tym mieście denerwują. Zwłaszcza w okresie przejściowym między jesienią a zimą. Ale o tym w następnym poście.

 

0 thoughts on “Plusy i minusy życia w Krakowie (I)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *