Plusy i minusy życia w Krakowie (II)

W poprzednim poście podzieliłem się z Wami moimi przemyśleniami dotyczącymi zalet mieszkania w Krakowie, w którym jestem już łącznie od ponad roku. I zapewne rzeczywiście jest to za mało, by rzetelnie ocenić jakość życia w danym mieście, ale wracając do tego tekstu po prawie sześciu miesiącach od jego pierwszego szkicu stwierdziłem, że niewiele bym w nim zmienił. Czas więc na malutką łyżkę dziegciu!

W moim przekonaniu Kraków ma dwie twarze. Pierwsza z nich jest radosna, wiosenna i pogodna. W słoneczne letnie dni uśmiecha się do Ciebie i mruga figlarnie, zachęcając do wypoczynku na Bulwarach Wiślanych. Gdy na Ciebie patrzy, świat wydaje się być bardziej kolorowy i słoneczny, a dni pachną pomarańczami i truskawkami.

Druga twarz Krakowa, którą pokazuje na przełomie jesieni i zimy, jest szara, mokra i pochmurna. Chandryczna z natury, budzi lęk przed nadchodzącym końcem cyklu natury. W te dni najchętniej człowiek zaszyłby się w domu, założył słuchawki na uszy i obejrzał kilka odcinków ulubionego serialu. W Krakowie zachodzi zmiana, którą na początku łatwo przeoczyć. Ludzie ubierają się cieplej, z szafy wyjmując kurtki i parasolki. Dni robią się krótsze, słońce zaćmiewają chmury, a na przystankach komunikacji miejskiej pojawiają się pierwsze informacje o bieżącym stężeniu zanieczyszczeń w powietrzu.

Łatwiej jest wtedy rozważyć minusy życia w Krakowie.

  1. Smog i wysokie stężenie zanieczyszczeń w powietrzu

Bezwzględny numer jeden na mojej liście największych minusów mieszkania w Krakowie. Niewiele rzeczy jest bardziej przygnębiających, niż wyjrzenie przez okno w poniedziałkowy poranek i zapytanie, czy to, co widzę za oknem, to jeszcze mgła czy też już smog. Zanieczyszczenie powietrza jest tutaj spore. Spędzając wakacje na Grenlandii nie mogłem nacieszyć się z jakości tamtejszego powietrza – czystego, przejrzystego i wręcz orzeźwiającego. To właśnie chęć ucieczki od Krakowa, w którym rozpoczynał się sezon grzewczy, była jednym z powodów, dla których zdecydowałem się wyjechać na Maltę. Prawdopodobnie będzie też jednym z powodów, dla których nie będę chciał zamieszkać w Krakowie na stałe.

  1. Tłumy i ścisk w komunikacji miejskiej

Mam tutaj ciekawe porównanie z Łodzią, do której wracam na kilka dni raz w miesiącu. Uwierzcie mi, gdy piszę, że nawet najbardziej zapchane tramwaje na Kościuszki przy Piotrkowskiej nie są tak wypełnione, jak pojazdy komunikacji miejskiej zatrzymujące się na przystankach przy Starym Rynku w Krakowie. I oczywiście zdaję sobie sprawę z różnej liczby mieszkańców obu tych miast i tego, że niełatwo jest zarządzać szeroką siecią połączeń tramwajowych i autobusowych. Nikomu nie zarzucam więc błędów planistycznych czy administracyjnych, a tylko stwierdzam, że przejażdżka tramwajem w Łodzi jest dla mnie łatwieszym doświadczeniem niż jazda komunikacją miejską w Krakowie.

  1. Astronomiczne koszty wynajmu mieszkań

Kraków jest drogim miastem do życia. Ceny wynajmu mieszkań są wysokie, nierzadko sięgające 400-600 złotych za współdzielenie pokoju i od 700-900 (!) złotych za pokój jednoosobowy. I, niestety, nie jest to z reguły zadowalający standard. O kawalerkach nawet nie chcę myśleć. Szukając miejsca dla siebie we wrześniu przed zbliżającym się terminem rozpoczęcia roku akademickiego zauważyłem, że właściciele owych mieszkań przeprowadzają czasem castingi na lokatorów – nie raz byłem zapraszany na zwiedzanie pokoju z trzema czy czterema innymi zainteresowanymi. Rozmawiając ze znajomą autostopowiczką mieszkającą w Warszawie dowiedziałem się jednak, że u nich sytuacja wygląda podobnie. Piętno życia w milionowej metropolii z prężnie działającymi ośrodkami akademickimi, prawda?

Jeżeli jednak szukalibyście mieszkania do wynajęcia, gorąco zachęcam Was do przeglądania ofert na Gumtree czy OLX. Przy czym pamiętajcie, że ceny rosną przed rozpoczęciem roku akademickiego, a – z moich obserwacji – łatwiej jest znaleźć przyzwoite mieszkanie na początku wiosny niż we wrześniu czy październiku.

Warto też pamiętać, że wraz z wyższymi kosztami życia w parze idą również wyższe zarobki, przy czym mam tu raczej na myśli średnie zarobki w większych firmach czy korporacjach, niż typowo studenckie prace. Ale i z tym jest różnie.

  1. Pijani turyści

Kolejny z ważnych problemów Krakowa – chociaż w zasadzie skupiający się jedynie w centrum miasta. Pracując na recepcji w hostelu nauczyłem się, że są pewne grupy turystów, których dla ich – i naszego – dobra nie powinno się wypuszczać z domu. Są to ludzie przyjeżdżający do Krakowa zabawić się, wypić i pociupciać, a dla których cierpliwość mieszkańców powoli się wyczerpuje.

Kilka przykładów z ostatnich tygodni:

Przechwytywanie

Źródło: http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/krakow/pijany-turysta-wpadl-pod-dorozke-konie-sie-sploszyly-a-turysta-trafil-do-szpitala/

Albo ten:

Przechwytywanie1

Źródło: http://www.tvn24.pl/krakow,50/pijani-turysci-w-szpitalu-zostali-pobici-w-nocnym-klubie,521946.html

I tak: wiem, w innych miastach też się takie rzeczy zdarzają. Może kogoś tym urażę, ale uważam, że jeśli ktoś przyjeżdża do mojego miasta traktując je jako destynację imprezową, bo wódka jest tańsza i kobiety ładniejsze, a i stać go na to, by szastać forsą i lekceważyć elementarne zasady kultury osobistej, to ja go tutaj nie chcę. Z drugiej strony turystyka jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki Krakowa, więc żyć z przyjeżdżającymi jakoś trzeba. A najlepiej na nich zarabiać 🙂

  1. Rower miejski

Dla niektórych zapewne mały minus, jednak ja ucieszyłbym się z możliwości wynajmu roweru miejskiego i rozbudowanie siatki stacji dokujących. Z artykułów prasowych i opowieści znajomych mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że pod tym względem Kraków jest daleko w tyle za Łodzią.  Słyszałem jednak, że odpowiednia firma została już wybrana do obsługi tego biznesu, więc trzymam kciuki za powrót jednego z fajniejszych środków komunikacyjnych Krakowian.

Ten punkt w chwili publikacji postu jest już nieaktualny. Firma, która została wybrana do obsługi rowerów miejskich, funkcjonuje już od kilku miesięcy. Zasady jednak – moim zdaniem – są mniej korzystne niż w przypadku mieszkańców innych miast, w których działają rowery miejskie. W Krakowie sytuacja wygląda następująco:

Źródło: https://wavelo.pl/#cennik

Nie ma więc możliwości wynajęcia roweru na dwadzieścia czy trzydzieści minut bezpłatnie, a później jego zmianę w kolejnej stacji kilka kilometrów dalej, jak ma to miejsce w innych miastach w Polsce. Z jednej strony to dobrze, bo pojawiają się opinie, że osoby zobowiązane abonamentem będą bardziej dbać o rowery niż te, które korzystają z nich z doskoku i za darmo. Ponadto nawet gdy ktoś wykorzystuje te bezpłatne dwadzieścia czy trzydzieści minut jazdy, firma i tak musi ponieść koszty serwisowania rowerów, na których przecież nie zarabia.

Co więcej, 60 czy 90 minut dziennie to na prawdę niewiele czasu na dojazd i powrót do domu, przez co korzystanie z Wavelo dla wielu osób mija się z celem. Nowe zasady opłat prowadziły też do konfliktów na profilu firmy, a i sam sposób przekazania informacji o klientach z poprzedniej firmy zarządzającej rowerami miejskimi do Wavelo pozostawiał wiele do życzenia:

Źródło: https://www.facebook.com/WaveloKrakow

Żeby jednak nie skupiać się na samych negatywach: rowery miejskie są ładne i nowoczesne, a ich baza i dostępność stale się powiększa, co przedstawia poniższa grafika:

Źródło: http://tiny.pl/g5mvb

Na pomarańczowo: stacje dostępne od 15.04.2017, na niebiesko: dostępne od 01.03.2017. Główny problem zbyt małej ilości czasu na dojazd i powrót nie zostanie na razie rozwiązany (bo i trudno dojechać z okolic Nowej Huty na Ruczaj i z powrotem w 90 minut), ale zapewne zwiększy się liczba osób korzystających z rowerów miejskich na krótszych odcinkach.


Porównując listę plusów i minusów życia w Krakowie dochodzę do wniosku, że znajduję więcej zalet niż wad życia w tym przepięknym mieście. Mimo to w głębi serca wydaje mi się, że nie zamierzam wiązać swojego życia z Krakowem. Z jednej strony żyje się tutaj nieco wolniej niż chociażby w Warszawie. Na terenie Małopolski znajduje się też największe skupisko zabytków i miejsc o szczególnym potencjale turystycznym, a i dla miłośników wycieczek górskich szybki dojazd w Tatry czy Beskidy powinien stanowić dodatkową zaletę.

A jednak to wciąż nie jest to, czego nadal szukam. Jeśli więc wyprowadzę się z Krakowa, to wiem jednak na pewno, że będę go darzyć szczerym sentymentem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *