Podróż sentymentalna

Kilka tygodni temu Facebook przypomniał mi – poprzez aplikację Tego dnia – o zdjęciach, które publikowałem dokładnie sześć lat temu w trakcie pobytu na Erasmusie w Czechach. Tej nocy długo nie mogłem zasnąć, zastanawiając się, ile rzeczy zmieniło się w moim życiu od tamtej pory. Zapraszam więc dziś w podróż sentymentalną od roku 2010 – a jest co opowiadać!

2010a
Rok 2010

Podróż zaczniemy od 2010 roku, kiedy to studiując na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego udało mi się dostać na wymianę studencką, która w znacznym stopniu ukształtowała moje zamiłowanie do podróży i wzbudziła ciągoty do jeżdżenia po świecie. Żyjąc w Czechach poznałem wielu niezwykłych ludzi, z którymi do tej pory utrzymuję sporadycznie kontakt, nabrałem więcej pewności siebie i oswoiłem się z angielskim, który w późniejszych latach nie raz mi jeszcze był potrzebny.

Po powrocie z Erasmusa dołączyłem do Studenckiego Koła Naukowego, w którym działałem przez kilka następnych lat, zacząłem brać udział w konferencjach naukowych, podróżować i rozważać ścieżkę kariery naukowej. Ale nie to było najważniejsze, a ludzie, których tam poznałem. Zgrana paczka przyjaciół, z którymi do tej pory jestem w kontakcie i spotykam się za każdym razem, gdy wracam w rodzinne strony.

Pamiętam też, że rozpoczynając studia na Uniwersytecie Łódzkim zupełnie nie brałem pod uwagę tego, że przecież mógłbym wyjechać gdzieś dalej. Ta świadomość wielości możliwości pojawiła się we mnie dopiero po powrocie z Erasmusa, gdy złapałem już podróżniczego bakcyla.

2012
Oslo 2012

Kolejna podróż, poprzez pół Europy do Słowenii, a następnie Chorwacji, skąd poleciałem do Norwegii, miała miejsce rok po powrocie z Czech. Udało mi się znaleźć śmiesznie tanie bilety z Puli do Oslo, więc zgarniając po drodze przyjaciółkę, która akurat przebywała w Lublanie, spędziliśmy na dalekiej północy weekend. Wtedy też, gdy zagubiliśmy się w kolejce miejskiej i wylądowaliśmy gdzieś totalnie poza miastem w otoczeniu piękna norweskiej przyrody przekonałem się, że dużo bardziej od zwiedzania miast podoba mi się przebywanie z dala od cywilizacji.

2013
Pula, Chorwacja 2013

Do Puli trafiłem ponownie rok później, gdy wraz ze swoją współlokatorką postanowiliśmy udać się w autostopową podróż do Chorwacji. W trakcie podróży poznaliśmy przesympatycznego Niemca, Lukiego, który zdecydował się dołączyć do naszej przygody i pojeździć razem z nami. Krótko po powrocie do domu wyruszyłem ponownie w trasę – tym razem na Bałkany, gdzie wraz ze swoją przyjaciółką, która towarzyszyła mi w Norwegii rok wcześniej poznaliśmy Magdę z 1000 pomysłów na rok przerwy. Razem przez ponad 20 dni zwiedziliśmy Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię i Macedonię – wszystko to dzięki dziesiątkom kierowców, którzy widząc nas na drodze postanowili się zatrzymać i zabrać ze sobą autostopowiczów z Polski.

To właśnie na Bałkanach nauczyłem się, że wojny i konflikty zbrojne nie są czymś, co należy tylko i wyłącznie do przeszłości. Trudne wydarzenia z lat 90-tych wciąż nie zostały zapomniane, a pamięć o nich wciąż jest obecna w wielu miejscach. Do dziś nie mogę zapomnieć zbombardowanych budynków w Belgradzie czy dziur po kulach na ścianach domów w Mostarze, a także opuszczonych budynków w wiosce umarłych hoteli w Kupari. A jednocześnie to właśnie na Bałkanach dostrzegłem to, jak bardzo ludzie potrafią się cieszyć życiem i chwilą, o czym wiedzą wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli okazję posłuchać bałkańskiej muzyki.

2014a
Praga 2014

Rok później wróciłem do Pragi, którą tak często odwiedzałem studiując na Erasmusie. Przekonałem się, że miłość, którą darzę to miasto nie zmieniła się ani o jotę. Spacerując po Moście Karola uśmiechałem się przecież równie szeroko, jak cztery lata wcześniej. Do tej pory zresztą jest moją ulubioną europejską stolicą, miastem, do którego chyba nigdy nie znudzi mi się wracać.

Praga stanowi dla mnie mój własny, prywaty punkt odniesienia – przypominam sobie, jaki byłem wcześniej, gdy odwiedzałem te niesamowite miejsce, myślę o tym, jaki jestem teraz i jaki chcę być, gdy odwiedzę je ponownie. Obiecałem sobie kiedyś, że na Most Karola będę wracał raz na kilka lat, żeby ponownie doświadczać tego wyjątkowego uczucia podróży w czasie – ale także tej mojej, osobistej podróży w głąb siebie. I z całych sił staram się tego słowa dotrzymać.

2015
Kraków 2015

2015 rok zapamiętam natomiast szczególnie nie ze względu na podróże, których wtedy nie było aż tak wiele (chociaż przecież obchodziłem Nowy Rok z przyjaciółmi w Wilnie, a na wakacje wyjechałem zwiedzać Lwów!), ale przede wszystkim z uwagi na duże zmiany w życiu osobistym i przeprowadzkę do Krakowa, o czym wspominałem już wcześniej tutaj.

Przeprowadzka na południe przewróciła moje życie do góry nogami. Co ciekawe, to dzięki niej nauczyłem się też doceniać Łódź, której rozwój w ciągu ostatnich dwóch lat nabrał zdumiewającego dynamizmu. Ale może i potencjał tego miasta tkwił w nim już wcześniej, ale dopiero w konfrontacji z Krakowem mogłem go dostrzec?

2016a
Grenlandia 2016

Kolejny rok to przede wszystkim dwa wielkie wyjazdy: dwumiesięczna praca na Grenlandii oraz czteromiesięczny pobyt na Erasmusie na Malcie. Na dobrą sprawę prawie połowę 2016 roku spędziłem za granicą, ale nie to było w nim najważniejsze. Nawet mieszkając w Krakowie bowiem ciągle czułem, że wciąż jestem na walizkach i nigdzie nie znalazłem miejsca, które mógłbym określić jako swoje. O ile nie jestem jeszcze zmęczony podróżami i ciągle gdzieś mnie jeszcze niesie, to jednak posiadanie miejsca na ziemi, do którego można wrócić i uznać za swoje jest tym, co chciałbym osiągnąć w nadchodzącym roku.

2016
Malta 2016

Próbuję więc dziś ponownie zrekonstruować sobie siebie sprzed sześciu lat, zastanawiając się, za jakiego szaleńca uznałbym osobę, która próbowałaby mi opowiedzieć w 2010 roku, jak niesamowicie zmieni się moje życie i jak wiele zobaczę. A jednocześnie wciąż tkwi we mnie nadzieja, że to jeszcze nie koniec, że przede mną wciąż jest jeszcze wiele fascynujących rzeczy do przeżycia. Bo wciąż tkwią we mnie słowa Stasiuka z Nie ma ekspresów przy żółtych drogach: 

… gdy nadejdzie koniec, będziemy mieli tylko to, co przeżyliśmy. Umierając, utracimy to wszystko. Ale kto wie, czy właśnie na tym nie polega heroizm ludzkiego losu. Im życie było bogatsze, intensywniejsze, mocniejsze, tym więcej oddajemy śmierci. Możemy nasze dni przesiedzieć w kącie, nieruchomo, pozwalając, by omijała nas uroda świata, ponieważ być może umrzemy z mniejszym żalem. Wybór należy do nas.

Co powiedziałbym Mariuszowi sprzed sześciu lat? Przede wszystkim chciałbym, żeby wiedział, że niezależnie od tego, jak trudna jest sytuacja i jak niepewna wydaje się przyszłość, nigdy nie można się poddawać. Że należy słuchać serca i podążać za swoimi marzeniami. Że wszystko się jakoś ułoży. A jeśli się nie ułoży, to widocznie tak też musiało być. Bo przejmować możemy się tylko tym, na co mamy wpływ. I może są to truizmy, ale dla mnie te słowa mają wartość.

Powiedziałbym mu też, że stanie na uboczu i pozwalanie na powolne przemijanie, ta przerażająca bierność i brak aktywności są tym, czego trzeba się wystrzegać. Steve Jobs mówił kiedyś, że ilekroć zbyt często odpowiedź na pytanie o zadowolenie ze swojego życia jest negatywna, należy coś w nim zmienić. Nie można zadowalać się ze stagnacji.

Powiedziałbym mu też, że krytyka innych ludzi nie może podcinać mu skrzydeł. Ludzie przychodzą i odchodzą niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy ich zatrzymać. Kierowanie się ich systemami wartości, wierzeniami i przekonaniami jest prostą drogą do zagubienia własnego poczucia celu, zapomnienia marzeń i życia pod dyktando innych.

A na samym końcu powiedziałbym mu, że musi zachować w tym wszystkim pokorę. Wiara w to, że posiadło się uniwersalny klucz do szczęścia, wmawianie każdemu swoich racji jest przejawem pychy i arogancji, która prowadzi do złego.

Zawsze też znajdzie się ktoś, kto zrozumie więcej, pojedzie dalej, przeżyje głębiej. To jednak nie oznacza, że musimy się do nich porównywać – możemy się od nich uczyć, podziwiać i wykorzystywać jako motywator do dalszej pracy nad sobą, ale ostatecznie to siebie, a nie innych, powinniśmy stawiać w centrum własnej uwagi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *